czwartek, 9 kwietnia 2015

Zgniecione słowa

Leanne 

Nadszedł czas szkoleń i innych tym podobnych bzdetów. Miałam ochotę zabarykadować się w pokoju i nie wychodzić. Chciałam pozostać w tej połowicznej samotności.
"Wiem, moja droga", wymruczał Głosik. "Zaszyć się pod kołdrą i nie oglądać tych ludzi, prawda?"
- Ta. Dokładnie.
 Rozejrzałam się po pokoju. Nic raczej się nie zmieniło od wczorajszej nocy. Dziwne. Przecież widziałam te plamy i pęknięcia na ścianach. Może te magiczne pokoje w Instytutach remontują się same? Taki automatyczny serwis. Albo te ściany żyją i mnie podsłuchują. Obserwują każdy krok.
"Też mi się wydają podejrzane", wyszeptał Głosik z przerażeniem.
- Przestań - rzuciłam szybko. Niemniej wyszłam z pokoju, prędko zamykając za sobą drzwi. Nie miałam ochoty na zastanawianie się nad podsłuchującymi mnie ścianami. Zresztą, jakoś trzeba było trafić do tej przybudówki, w której miały się odbyć te całe spotkania z wampirami czy coś w tym rodzaju.
 Wierzono w to, że możemy uaktywnić swoje skażone geny i w ten sposób stać się potężniejsi. Ja jednak czułam w tym jakiś spisek. Nie interesowało mnie uaktywnianie swoich genów. Interesowało mnie przeżycie i w miarę spokojne życie.
 O ile Nocny Łowca może takowe mieć.
***
 Przybudówka nie była jakaś imponująca. Jakiś wieszak, lustro dane tutaj chyba tylko dlatego, że nigdzie indziej go nie chciano... jedyną rzeczą, która była naprawdę interesująca była biblioteczka. Malutka, ale jednak.
 Obok mnie siedziało jeszcze dwoje Skażonych. Chłopak chyba miał na imię Seraphin. Niepokoił mnie. Wokół niego panowała atmosfera absolutnej beznamiętności. Sprawiał wrażenie takiego, który przyszedłby w nocy by poderżnąć ci gardło podczas snu.
"Zrobiłby to", głos Aksamitnej rozległ się dookoła. "On knuje coś przeciw tobie, skarbie. Kiedy tylko zrobisz błąd on to wykorzysta."
"Daj spokój", warknęłam do niej w myślach. Nie chciałam, aby Aksamitna mną rządziła. Przecież to ona każe mi robić te wszystkie okropne rzeczy.
 Skupiłam uwagę na dziewczynie. Znałam ją. Kylie. Bardzo przypominała mi Ann. Inaczej się przy niej czułam. Neutralizowała ten niepokój płynący od Seraphina. Być może, gdyby nie było go obok, mogłaby chwilowo mi polepszyć moje samopoczucie.
"Ona też jest w to zamieszana" - Aksamitna nie dawała za wygraną. "Chce zdobyć twoje zaufanie. Ona teź należy do spisku. Wszyscy do niego należą. Oni są tutaj tylko po to, aby cię wykończyć."
 Nie odpowiedziałam jej. Oto właśnie kącikiem oka dostrzegłam Brennana.
 O. Cholera.
 Brennan był przyjacielem Ann. Znali się od bardzo dawna. Gdyby nie to, że Ann nie jest nieśmiertelna, sądziłabym, że znają się od piaskownicy. Byli jak rodzeństwo. Jeżeli on nie wie gdzie ona jest...
 Słyszałam urywki słów i zdań. Nie obchodziły mnie one. Wpatrywałam się w ścianę. Nie byłam w stanie słuchać. Cały czas myślałam intensywnie o tym, czy Brennan wie, gdzie jest Ann. Albo przynajmniej co się z nią dzieje.
 Ze świata szumów i absolutnie bezsensownych dzwięków wyłonił się głos:
- Kylie Herondale.
 To przedstawienie się miało w sobie coś zbyt... realnego. Można mnie tu źle zrozumieć, ale całe moje życie polegało na domyślaniu się. Intensywnym wpatrywaniu się w ścianę i zastanawianiu się nad tym, czy to głosy wytwarzają to, co widzę i słyszę, czy może to prawda? Jeżeli to jest realne, to świat jest naprawdę popieprzony.
- Leanne Sherrock - mruknęłam, kiedy przyszedł czas na mnie. Nienawidziłam się przedstawiać. Miałam ochotę rzucić moim przezwiskiem - Elle. Używałam go, kiedy nie chciałam wyjawiać swojego imienia. Ale trudno. Podejrzewam, że oni wszyscy mnie znają.
"Znają cię lepiej niż myślisz, kochanieńka", szepnęła Aksamitna z jakąś szyderczą wręcz odmianą troski. "Żeby nie było, ostrzegałam cię."
 - Wy naprawdę chcecie coś osiągnąć? - zapytał Brennan.
 Zacisnęłam zęby. Chcę tylko przeżyć! To dla mnie wystarczające osiągnięcie. A w miejscu, w którym każdy, oprócz zapewne Kylie, jest mi wrogi, jest to niemożliwe. Tutaj obserwują mnie nawet ściany. Być może wydaję się nieco monotematyczna. Cały czas tylko ple ple ple, ktoś mnie śledzi, plepleple, świat przeciwko mnie, bla, bla, bla. Ale nikomu o tym nie mówię i nawet moja najdroższa Ann nie zna całej prawdy.
 "Nikt by ci nie uwierzył", ponuro zauważył Głosik. "Chyba, że w nich też wszystko się wgapia."
 Drzwi nagle zaskrzypiały. Zamarłam. Ten dźwięk kojarzył mi się z nocnym skradaniem się ojca przez korytarz. Z bezsennymi godzinami, spędzonymi na czuwaniu w niepewności. Skąd nadejdzie atak? Jak szybko to się stanie? I, najważniejsze pytanie, czym sobie na to zasłużyłam?
 W drzwiach stał ten cały Bastian. Odetchnęłam z ulgą. To nie moi rodzice. Nigdy więcej nocnego piekła.
 Głos Carstairsa był zniekształcony. Ton zmieniał się co chwilę, dochodziły trzaski, piski, gardłowe pomruki. Nie zrozumiałam kompletnie co on mówi. Wampirzyca, chyba Tatter miała na nazwisko, wstała i poszła za Bastianem.
 Nie spostrzegłam nawet upływu czasu. Spotkanie dobiegło końca a Brennan rzucił coś o "możliwych objawach uaktywnienia genu". Przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały. W jego oczach było widać coś jakby mrocznego. Tajemnicę, którą przede mną ukrywał.
 Wyszłam przed nim. Potem, kiedy upewniał się, że zamknął drzwi, zastąpiłam mu drogę.
- O, Leanne - wymamrotał. - Miło mi cię wi-
- Gdzie jest Ann? - rzuciłam.
 Brennan zmieszał się lekko. Potarł lewe ramię prawą dłonią.
- To nie czas i miejsce na dyskusje o niej.
- To kiedy się dowiem? Nigdy? A może tobie na tym zależy? Żebym się nie dowiedziała? - Mój oddech stopniowo przyspieszał. Niemalże czułam, jak rozszerzają mi się źrenice.
- Leanne, to nie tak jak myślisz - oznajmił stanowczo.
 "Myślisz że wie?", zapytał Głosik.
"Ty się jej nie pytaj. To oczywiste. Wie!", zagrzmiała Aksamitna.
- Więc mnie oświeć - warknęłam.
 Westchnął. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej zgniecioną w kulkę kartkę papieru. Właściwie to nie była to już kulka, bardziej jakiś placek z papieru. Rozwinął ostrożnie, wyprostował i podał mi.
 Moje serce zamarło.
 To drobne pismo widniało na najcenniejszym liście, jaki kiedykolwiek dostałam. To było pismo Ann.
 W niektórych miejscach litery były chwiejne. Aż nie podobne do Ann, która niemalże z namaszczeniem kreśliła kolejne litery. Musiała być roztrzęsiona.
- Dostałem to jakieś trzy dni temu - powiedział beznamiętnie. - Nie chciałem cię martwić.
 Zaczęłam czytać. Mój wzrok przebiegał szybko od prawej do lewej. Wyłapywałam pojedyncze zdania.
 "Jeżeli sytuacja będzie tego wymagać - możesz wdrożyć plan B w życie. Leanne musi być bezpieczna i w życiu bym sobie nie wybaczyła, gdyby coś się stało tak wrażliwej osobie jak ona."
"Najgorsze są dni oczekiwania. Moja misja jest słuszna i wierzę w to całym sercem. Oni nie mogą ich traktować gorzej niż nas, prawda? Wiesz najlepiej o tym, że równouprawnienie w naszym świecie nie funkcjonuje najlepiej."
 Jedno zdanie sprawiło, że miałam ochotę umrzeć. Zapaść się pod ziemię i nie wrócić więcej. Skoczyć z mostu prosto na mój głupi łeb.
 "Mało prawdopodobny jest mój powrót. Obawiam się, że Inkwizycja o wszystkim wie. Pan Verbrannt nie należy do osób, które kochają Skażonych. Jego synek to potwierdzi. Nie mam się czego obawiać - moje geny są czyste - ale moje przekonania mogą się Verbranntowi nie spodobać. Gdyby coś mi się stało, zapewnij Leanne wsparcie."
 Zdrętwiałam. Trzymałam w ręce list i wpatrywałam się w niego jak w coś pięknego, lecz przerażająco smutnego.
 - Słyszałem o tym, że Verbrannt ma zamiar znaleźć haki na każdego, kto pomaga Skażonym - szepnął Brennan. 
- Pieprzysz - wymamrotałam. Nie chciałam uwierzyć w to, że Ann może wyruszać na jakąś cholerną krucjatę i nic mi o tym nie powiedzieć! 
- Daj mi to wytłumaczyć! - Brennan wyciągnął ku mnie rękę. Odepchnęłam ją i ruszyłam przed siebie, prosto do mojego podobno pokoju.
 Nie zdążyłam do niego dojść. Po prostu osunęłam się przy ścianie i zaczęłam płakać. Płakać, płakać, płakać.
"Aleś ty żałosna!", warknęła Aksamitna.
"Daj spokój!", zganił ją Głosik.
- Zamknijcie się! - rzuciłam ostro w przestrzeń. - Na ten jeden moment, zamknijcie się!
 Ciszę przerywał mój płacz. Nagle poczułam czyiś dotyk na ramieniu. Byłam nań obojętna. To mogła być kara od głosów za to, że kazałam im milczeć.
- Co jest? - zapytał dziewczęcy głos. Kylie. Nie wierzę. Widzi mnie w najgorszym możliwym momencie.
 Nie odpowiedziałam. Nie mogłam przełknąć łez. Machnęłam tylko ręką, usiłując nie płakać. W rezultacie ryknęłam jeszcze głośniej.
 Kylie przykucnęła przy mnie. Czułam na sobie spojrzenie tych zielonych oczu. Jakby próbowała zrozumieć.
- Skoro nie chcesz mówić...
 Siedziała przy mnie jakiś czas. Obserwowała mnie, jakby się bała, że coś sobie zrobię.
- Wiesz jak to jest, kiedy jedyna osoba, na której ci zależy, pcha się dobrowolnie w ogień? - wypaliłam.
 Milczała. Przez chwilkę zastanawiała się nad odpowiedzią.
- Wiem o co ci chodzi - powiedziała cicho. Przytuliła mnie lekko, przez naprawdę krótki czas.
- Wszystko będzie dobrze - zapewniła mnie.
 Nie wiedziałam nawet kiedy zniknęła mi z pola widzenia. Słowa w mojej głowie zgniatały się w papierowe kulki i odlatywały gdzieś daleko. Pozostałam pod ścianą jeszcze chwilę, pusta od łez.

3 komentarze:

  1. Awcidosbwocjfkalckdk <3
    Bu, jestem z ciebie dumna.
    Leanne jest świetną postacią, jak to czytam, to mam wrażenie, że w 90% to jestem ja ;3;
    Bangbang, tylko krótkie coś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bułka to jest boskie,perfekcyjne *-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiecie co wam powiem? Pogubiłam się w naszych postaciach :')))) Ale jestem z ciebie dumna Bu, super napisane <3

    OdpowiedzUsuń