piątek, 29 maja 2015

Umysł we mgle

Kylie

Tuż przed zaśnięciem myślałam o Leanne, o naszej rozmowie i o spotkaniu ze Skażonymi. Nie sądziłam, aby chociaż w najmniejszym stopniu mi pomogło. Z jednej strony chciałam, żeby mój gen się uaktywnił, z drugiej jednak bałam się,że już to nastąpiło. Położyłam głowę z powrotem na niewygodną,flanelową poduszkę. Westchnęłam i przymknęłam powieki. Po chwili wpadłam w niespokojny sen,z którego wyrwało mnie stukanie butów i donośny szelest. Zerwałam się gwałtownie,siadając na łóżku. W pierwszej chwili pomyślałam,że to Pełnokrwiści,że jakimś cudem dostali się do Instytutu. Uspokoiłam się szybko i zaczęłam nasłuchiwać. Nic więcej nie usłyszałam. Mimo wszystko podniosłam się i podeszłam w kierunku drzwi. Zdecydowałam się,aby na wszelki wypadek zabrać ze sobą broń. Nie miałam przy sobie wielu sztuk do wyboru. Podniosłam miecz ze srebrną klingą. Ciesząc się ze Znaku Bezszelestności dotarłam do schodów,nie wydając żadnych dźwięków, z wyjątkiem skrzypnięcia drzwi. Postawiłam nogę na pierwszym stopniu i omal nie upadłam na ziemię,słysząc dziwny odgłos z dołu.
Odgłos tłuczenia szkła.
Zaklęłam cicho i zagryzłam wargę. Gdy zeszłam po schodach do holu, ujrzałam snop światła. Z ulgą zauważyłam,że dobiega on z kuchni. Podeszłam do uchylonych drzwi i wyłoniłam się zza rogu. Poczułam zapach ciastek i świeżej krwi. Aż ścisnęło mnie w żołądku z głodu. Ujrzałam ciemną,drobną postać siedzącą przy stole. Chyba coś jadła. Ostrożnie zbliżyłam się w jej kierunku. Powoli jej ciało zaczęło nabierać kształtów.
Długie włosy,chude nogi,luźna koszula nocna. Florence.
- Na Anioła,Florence,ale mnie wystraszyłaś! -krzyknęłam.
Zaspana dziewczyna odwróciła się i ze zdziwieniem spojrzała na mnie. Ujrzałam odłamki szkła tuż obok rąk młodej Lightwood. Grzbiet jej lewej dłoni był lepki od krwi. Krew. Ból w brzuchu nasilił się. Zacisnęłam pięści i starałam się zignorować palące pragnienie. Florence nieświadoma zranienia jadła kokosowe ciastka.
- Rozbiłaś szklankę. -zauważyłam, starając się,aby mój głoś nie drżał.
Przeniosła powoli wzrok na swoje ręce.
-Cholera. -burknęła.
Podniosła się i zaczęła wyjmować wolną dłonią szkło,powodując ponowny krwotok. Szybko odwróciłam wzrok. Już nie pierwszy raz czułam głód na widok krwi. Lecz jeszcze nigdy nie wysunęły mi się kły. Do teraz. Zawładnął mną przenikliwy ból, gdy ukłuły moją dolną wargę. Poczułam smak swojej własnej krwi. Nie potrafiłam nad sobą zapanować. Przyskoczyłam do Florence i równie szybko od niej odskoczyłam. Wpadłam na krzesło i upadłam na ziemię. Zszokowana dziewczyna przypatrywała mi się, łącząc ze sobą fakty. Spróbowałam nad sobą zapanować, niezgrabnie usiadłam na podłodze i ukryłam twarz w dłoniach.
Przecież jej nie ugryzłam. Nawet nie zobaczyła moich kłów.
Jednak mój żołądek nadal domagał się pożywienia. Normalnego jedzenia lub krwi. Dotknęłam ręką ust i doszłam do wniosku,że kły zniknęły.
-Wszystko w porządku? -przerwała ciszę Florence.
-Zakręciło mi się w głowie, chyba z głodu. Nie jadłam wczoraj kolacji. -skłamałam.
Spróbowałam się podnieść, wspierając się o krzesło. Zapomniałam,że w ręce nadal trzymam miecz. Ostrze wbiło się w moją dłoń, rozcinając skórę. Ponownie zaklęłam,wypuszczając z ręki broń. Florence podeszła bliżej mnie i mimo mojej niechęci pomogła mi wstać. Usiadłam na jednym z krzeseł i oparłam plecy na oparciu, krzywiąc się nieznacznie. Wyciągnęłam rękę po kawałek ciasta i wepchnęłam go sobie do ust. Poczułam jak powoli ból opuszcza mój żołądek.
-Idę spać- oświadczyła dziewczyna, po czym podniosła się i wyszła z pokoju.
Miałam w planach zrobić to samo, lecz i tak teraz bym nie zasnęła. Byłam zbyt zdezorientowana. W mojej głowie były setki pytań, na które nie byłam w stanie sama odpowiedzieć. Dlaczego wysunęły mi się kły? Czemu straciłam nad sobą kontrolę? Co będzie następnym razem, gdy poczuję zapach krwi? Podniosłam się powoli, prostując zdrętwiałe ręce i wzdrygając się, gdy moje bose stopy dotknęły zimnej podłogi. Zadrżałam od przenikliwego chłodu, panującego w kuchni. Położyłam, wcześniej przyniesiony przez siebie miecz na stole. Otworzyłam drzwi i stanęłam na środku pustego korytarza. Miałam ochotę z kimś porozmawiać, jednak prawdopodobnie wszyscy spali. Pomyślałam o Leanne lub o Tobym. Niesprawiedliwie byłoby ich budzić z powodu moich problemów. Dodatkowo bałam się,że znowu nad sobą nie zapanuje. Pokonałam schody i ruszyłam w stronę sypialni Toby'ego. Osunęłam się na ścianę i schowałam głowę między rękami. Usłyszałam kroki i dźwięk otwieranych drzwi. Chyba jednak nie zachowywałam się tak cicho,jak mi się wydawało. Ktoś nacisnął klamkę i otworzył drzwi. W progu wedle moich przypuszczeń stanął Toby. Coś błysnęło w jego ręce. Prawdopodobnie sztylet. Westchnął z ulgą na mój widok i szybko odłożył broń na szafkę koło drzwi.
-Cześć,Kylie. -jego głos jak zwykle był spokojny i opanowany,choć w jego oczach malowało się zdziwienie.
W końcu, w środku nocy siedzę na korytarzu pod jego drzwiami.
-Zdajesz sobie sprawę z tego,że jest za dziesięć trzecia?
-Nie wydaje mi się, żebym cię obudziła.
Kiwnął głową i podał mi rękę. Podniosłam się z ziemi i przytuliłam mocno do jego ciała.
-Coś się stało?
Bez odpowiedzi skierowałam się w stronę drzwi jego sypialni. Ruszył za mną.
Objął mnie mocno i delikatnie pocałował w usta.
Położyłam głowę na jego ramieniu i wyrzuciłam z siebie nagle:
-Wydaje mi się, jakby...mój gen zaczął się uaktywniać.
Od razu tego pożałowałam. Tyle razy kłamałam,aby nikt się o tym nie dowiedział, a teraz sama to wyznałam. Mimo,że fascynowała mnie możliwość ulepszenia swoich umiejętności, bałam się tego niekontrolowanego pragnienia krwi. Wiele razy uświadamiałam sobie,że gdyby nie to, posiadanie genu wampira w pełni by mnie satysfakcjonowało. To była jedyna rzecz, której się w tym wszystkim bałam. Której nie chciałam.
-Czemu tak sądzisz?- przerwał zaległą między nami ciszę.
Znowu się zawahałam. Nikomu o tym nie mówiłam i nadal nie chciałam o tym opowiadać. Zdawałam sobie sprawę,że już było za późno, aby jakoś to odwrócić. Po za tym to był Toby. Toby, któremu ufałam i którego, wydaje mi się, że kochałam.
-Parę razy, czując zapach krwi byłam jej...- próbowałam znaleźć odpowiednie słowo.- spragniona?
-Mówiłaś o tym komuś?
-Nie,tylko tobie.- przygryzłam wargę. -Nie wiem co o tym myśleć. Jednocześnie mnie to cieszy i straszy. Czuję się, jakby mój umysł zaszedł się mgłą.
-Umysł we mgle? -uśmiechnął się pocieszająco.
Przyciągnął mnie do siebie i położył dłonie na moich biodrach.
-Kylie, to przecież nic złego,że twój gen się uaktywnia.
-Wiem, tylko.. nie wiesz jakie to uczucie, gdy nie masz nad sobą kontroli.
-Zaatakowałaś kogoś?
Przecząco pokręciłam głową. Zauważyłam,że Toby mimo rozbudzenia jest wyczerpany. Nie miałam mu tego za złe, sama normalnie o tej porze nie potrafiłam ustać na nogach. Położyłam się na jego łóżku, a chłopak ułożył się tuż obok mnie. Moja głowa spoczywała koło jego szyi. Schylił się jeszcze i musnął ustami mój policzek. Objął mnie delikatnie i wyszeptał:
-Dobranoc.
-Dobranoc,Toby.
Wsłuchiwałam się w jego miarowy oddech i po dłuższej chwili sama zapadłam w sen.

***
Podczas kilku krótkich godzin w trakcie których zdołałam zasnąć nawiedził mnie przemiły sen. Dziewczyna z zasłoniętą czarną maską twarzą w koszuli nocnej, przypadkiem takiej samej jaką miałam na sobie stała w kuchni w naszym Instytucie pośród kałuży lepkiej mazi. Trzymała nieprzytomną Florence, wbijając kły w jej nadgarstek. Przez parę chwil delektowała się jej krwią, po czym odrzuciła bezwładne ciało na ziemię. Postać szybko wyszła z pomieszczenia, nie zacierając za sobą śladów. Stanęła na dobrze znajomym mi korytarzu tuż obok kolejnej do złudzenia podobnej do mnie dziewczyny. Naprzeciwko nich znajdował się niezwykle opanowany Toby oraz spanikowana Leanne. 
-Kylie, to ty?- usłyszałam jej roztrzęsiony głos. - Co się...
Upadła na ziemię pod naporem jednego z moich sobowtórów. Z jej szyi trysnęła krew. Niewzruszony Toby zaśmiał się jak psychopata i jego twarz powoli zamieniła się w moją własną. Nagle po schodach zeszła moja matka, brat i ojciec. Chłopak ruszył w ich kierunku i wbił każdemu nóż w klatkę piersiową. Żadne z nich nie stawiało oporu. 

***
Ze snu obudził mnie Toby, normalny Toby, ze swoją normalną twarzą. Nawijał na palce kosmyki moich włosów. 
-Cześć- powiedziałam, otwierając oczy. -Postanowiłam opowiedzieć komuś,  kto jest w stanie to badać o moich nietypowych... przejawach. Chyba Vivien. Lubię jej psa.
-Dobrze, że masz pozytywne nastawienie.
-Parfois, cela me dérange terriblement, mais je t'aime.
Poczułam jak jego usta przywierają mocno do moich i rozchylają je w pocałunku. Miałam ochotę z nim zostać, ale postanowiłam więcej nie zwlekać z decyzją dotyczącą mojego dziwnego zachowania. Objęłam go mocno i wyszłam z sypialni. 
***


Gwiazdwki, jakoś wyszło z tą kolejką i jak w końcu przyszła moja kolej to coś mi się zepsuło chyba z routerem i nie było internetu :"""") W poniedziałek jeszcze napisałam dużo i chciałam dodać już rozdział,ale telefon się wyłączył i się nie zapisało, ale trudno dodaję taki, trochę krótszy. No,ale w końcu jest, chociaż mogło mi wyjść lepiej, o wiele lepiej, aż mi wstyd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz