wtorek, 5 stycznia 2016

How can I sleep, if i don't have dreams; I just have nightmares


Nyah One Shot

Noah
 Na jej porcelanowych policzkach wykwitły rumieńce, a ciało drżało w niespokojnym śnie. Była taka drobna; jej nadgarstek mógł objąć swoją dłonią co najmniej dwukrotnie. Niewiarygodne, że nie złamały się jeszcze pod ciężarem katorżniczej pracy, którą stale sobie wynajdywała.
 Z jednej strony czuł potrzebę nieustannego jej chronienia, z drugiej ją podziwiał. Za determinację, nieprzeciętną inteligencję, niepowtarzalny sposób bycia. Ogarniała go frustracja, kiedy widział, że nie spała tej nocy. I poprzedniej, i jeszcze wcześniejszej. Jej upór, chory syndrom bohatera, przeświadczenie, o tym, że jest jedyną, która może wszystkim pomóc. Nawet, jeżeli miała przed sobą praktycznie niemożliwy do rozwiązania w pojedynkę problem, zawsze znajdowała wyjście, w którym nie musi uwzględniać proszenia kogoś o przysługę. Westchnął. Nie był odporny na odczuwanie zmartwienia. Jego ogromna empatia ciągnęła go w dół coraz głębiej, zbliżając się emocjonalnej samozagłady. Związek z nią nie był łatwy, był zmęczony, ale, cholera, był wdzięczy za każdą chwilę spędzoną z tą dziewczyną.
 Gwałtownie odwrócił spojrzenie od dalekich horyzontów, panoramy Salem. Lyra przekręciła się, cicho mamrocząc pod nosem. Wypuścił powietrze czując ulgę; był przewrażliwiony, przemęczony i przerażony. Miał wrażenie, jakby miała zniknąć za kilka chwil.
- Noah. - Zorientował się, że przygląda mu się badawczo, ze swoją zwyczajną troską w oczach.
W jednej chwili znalazł się obok, obejmując tę kruchą istotkę. Ledwie wyczuwalnie przebiegł dłonią po jej zapadłych policzkach, jakby obawiając się, że ukruszą się pod mocniejszym naciskiem. Przeniósł palce na jej rozpalony gorączką kark. Natychmiast wtuliła się w zagłębienie pomiędzy jego ramieniem a klatką piersiową.
- Tęskniłam, Noah. - W kącikach jej oczu  pojawiły się łzy, zamrugała szybko. Nie chciała, żeby je zobaczył. Widziała malującą się od kilku tygodni nieustanną panikę w jego spojrzeniu i to, jak śledził każdy jej najmniejszy ruch, nie mogła obarczać go widokiem, w którym płacze. - Tak bardzo mi Ciebie brakowało.
- Powinnaś spać jeszcze trzy godziny i osiemnaście minut, inaczej twój organizm wcieli w życie okropnie przebiegły plan sabotażu.
Rzuciła mu spojrzenie pełne niedowierzania.
- Zasnęłaś pierwszy raz od trzech dni, ale kiedy ostatnio przespałaś osiem godzin? - dodał cicho.
Niespodziewanie brutalnie wczepiła się w jego koszulkę, nie mogąc powstrzymywać się dłużej. Czuł, jak się trzęsie przez uchodzące emocje.
- Nie mogę - mówiła niekontrolowanie kręcąc głową, głos załamywał jej się bardziej z każdym wypowiadanym słowem. - Widzę ich twarze. Bastiana, Vivien, Satine, wszystkich. Patrzę jak umierają. Jak ich serca stopniowo przestają bić, jak krztuszą się własną krwią wypływającą ze wszystkich skrawków ich wyczerpanych ciał. A ja nie mogę im pomóc, tylko obserwuję, patrzę na życie opuszczające ich z każdą minutą. - Oddychała coraz szybciej i płycej, nie mogąc zaczerpnąć powietrza. - Tak będzie to niedługo wyglądało, jeśli nic zrobię, muszę coś zrobić, nie mogę stać bezczynnie, nie mogę tego zignorować, ale ja po prostu nie mam pojęcia w jaki sposób, jak im pomóc, czuję tą okropną bezradność, nienawidzę tego, nienawidzę, nienawidzę.
 Nie był w stanie patrzeć na to, jak gwałtownie się rozpada. Złożył lekki pocałunek na jej pełnych, gorących ustach. Potem scałował łzy z policzków, musnął rozpalone czoło i szyję. Przesunął ręką po jej wyczuwalnych od długotrwałego niespożywania posiłków żebrach. Nie zdziwiłby się, gdyby jedyną rzeczą, którą ostatnio przyjmowała była pozbawiona jakichkolwiek walorów smakowych czarna kawa z torebki.
 Odwzajemniła pocałunek przenosząc dłonie na jego pięknie zarysowane mięśnie brzucha. Uśmiechnął się lekko, kiedy subtelnie dotknęła jego ud. W dalszym ciągu nie przestawała go zadziwiać. Jednak odsunął się, to nie był dobry moment.
- Zachowywanie tego dla siebie samej nie jest rozwiązaniem, minha querida.
- Minha querida? - W jej oczach obok bezdennego smutku pojawił się płomyczek rozbawienia.
- Moje kochanie.
Ostatni raz złożyła mu pocałunek na delikatnie wykrojonych ustach. A potem nadszedł już tylko sen, który nie wydawał się być tak straszny, kiedy był obok, aby ochronić ją od okropnych wizji, nawiedzających jej umysł przez ostatni czas.


Jednorazowo pożyczyłam postać od Eller; 
one shot obrazujący relację Noaha i Lyry, yours 
rosie

1 komentarz: