- Doprawdy, niecodzienny widok. Szczerząca się Melanie Jubilee Tatter, po zrezygnowaniu z funkcji przywódcy, zajmuje się głaskaniem kotów na ulicy- zza moich pleców usłyszałam ironiczny, męski głos, zdecydowanie należący do wampira. Z gracją podniosłam się z kucek, jednak dalej nie miałam ochoty obrócić się twarzą do przybysza. La Petite Robe Noire, z wprost idealnym wyczuciem chwili, miauknęła głośno i rozpoczęła toaletę. Przewróciłam oczami. Czy nawet spokojna droga bez niezapowiedzianych spotkań do Instytutu miała być niemożliwa? Mężczyzna podszedł bliżej i położył twardo zimna dłoń na moim ramieniu, dalej chcąc zwrócić moją uwagę. Bez chwili wahania strzepnęłam ją i zmierzyłam wzrokiem jej właściciela, chudego niebieskookiego blondyna. Robert Cardmill, czyli obecny przywódca klanu, stał nade mną ze swoim idiotycznym uśmiechem faceta, który lubi małe dziewczynki i różowe króliczki. Każdy wie, o co chodzi.
- No to w Czarnej Wdowie niezły dałaś pokaz z tym...Skażonym- ostatnie słowo wypowiedział z niesmakiem, jakby miał ochotę wypluć je jak najszybciej. Następnie, chwila przerwy w monologu służyła pewnie daniu mi czasu na ciętą ripostę, którą Robert mógł potem z łatwością wykorzystać przeciwko mnie.
- Czyżbyś zazdrościł? Z tego co wiem nie układało wam się ostatnio najlepiej z Margaret- uniosłam brwi do góry i roześmiałam się cicho, czekając na odpowiedź. Mężczyzna odpowiedział sztucznym uśmiechem i nagłą zmianą tematu:
- Pamiętam, jak 40 lat temu przyjechałaś do Salem i postanowiłaś ogarnąć to całe...- zrobił przerwę szukając właściwego słowa, pomagając sobie nieskoordynowaną gestykulacją- nie okłamujmy się, to całe gówno. Wiesz, że nie umiałaś wtedy nawet wymówić imienia Boga? A mimo wszystko nadal w niego wierzyłaś. Zabawne, doprawdy...
- Bóg umarł. Wyście go zabili- bezsensowną rozmowę postanowiłam zakończyć cytatem Nietzshego. Wzruszyłam ramionami w ironicznym, przepraszającym geście- pamiętaj, złociutki, po której stronie jesteś. Moja jest w tym wypadku najlepsza dla was wszystkich. Bezdyskusyjnie.
Ruszyłam w przeciwnym kierunku, kątem oka obserwując podążającą za mną kotkę. Robert pokręcił ze zdumieniem głową, również obracając się plecami. Już po chwili jedynym towarzyszącym mi dźwiękiem było ciche pomiaukiwanie La Petite Robe Noire i stukot obcasów na twardym bruku. Wszystkie ulice i domy zdawały się opustoszałe, jakby zastygły w połowie wszystkich czynności- zaparkowane na chodnikach samochody, otwarte okna, z dala lecąca muzyka z trzeszczącego radia. Zerknęłam pospiesznie na srebrny zegarek i przystanęłam na chwilę. Śmiałym wzrokiem zmierzyłam budynki dookoła i ruszyłam w kierunku największego. Stara, jednak dobrze naoliwiona furtka, zadziwiająco otworzyła się już po lekkim naciśnięciu klamki. Przede mną roztaczał się widok na Instytut i jego zabudowania, które praktycznie nie zmieniły się od 40 lat. "No może oprócz tej nowej, śmiesznej przybudówki, która podobno ma być dla Podziemnych". Ruszyłam wybrukowaną kocimi łbami ścieżką, licząc, że po drodze spotkam kogoś, kto raczy mi wyjaśnić coś więcej. Na razie Instytut wydawał się tak samo martwy, jak reszta miasta.
-Czyżbyś ty też miała się spotkać ze Skażonymi?- obok mnie wyrósł wysoki, dobrze zbudowany brunet."Co najdziwniejsze, wampir.Tak, zdecydowanie wampir. Nawet chyba gdzieś go już chyba widziałam. W końcu z racji pełnionej funkcji musiałam." Nie umiałam jednak dopasować imienia do mężczyzny, tym bardziej nie pamiętałam jakichkolwiek naszych relacji.
- Tak, na to wygląda. Wiesz coś na ten temat?- odruchowo sięgnęłam, by poprawić fryzurę.
- Prawdopodobnie tyle samo, co ty. To w końcu Nocni Łowcy, więc nie dziwię się, że nie powiedzieli nam nic więcej. Brennan. Brennan Sempers- wampir nieśmiało się uśmiechnął i wyciągnął dłoń. Zmierzyłam go z lekkim zawahaniem wzrokiem, zastanawiając się, czy wie, że to teoretycznie ja powinnam pierwsza podać mu rękę.
- Melanie Jubilee Tatter- podałam mu z przekornym uśmiechem moją dłoń. O ile spodziewałam się jakiejkolwiek reakcji na moje imię, ten przyjął je bez najmniejszego wyrazu. "Czyżbym trafiła na kolejnego szalonego romantyka, czy nie dotarły do niego jeszcze informacje z klanu?". Nie miałam pojęcia, która opcja byłaby mi bardziej na rękę, jednak po usłyszeniu jego imienia pojawił mi się przed oczami obraz jednego z tych zawsze opanowanych, jednak szalenie optymistycznie nastawionych do świata wampirów, trzymających się raczej z boku.
Nagle drzwi Instytutu uchyliły się i wyszła z nich szczupła blondynka. "Dzięki Bogu, w końcu ktoś się nami zainteresował" pomyślałam i skierowałam pytające spojrzenie na dziewczynę, która kierowała się w naszą stronę. Robiła duże, ale zgrabne kroki, pewnie stawiając stopy na kocich łbach. Kiedy stanęła, zmierzyła nas szybko wzrokiem, zawieszając go chwilowo na Brennanie. Z lekkim uśmiechem rozpoczęła rozmowę:
- A więc to wy- Nocna Łowczyni, dalej z głupio wesołym wyrazem twarzy machnęła dłonią, jakby ta myśl była skierowana do niej samej- nie ważne, chodźcie za mną. Jestem Florence Lightwood. Zaprowadzę was i będziecie mogli spotkać się ze Skażonymi.
Kiwnęłam lekceważąco głową i ruszyłam za dziewczyną w stronę tej śmiesznej przybudówki. Tuż za mną szedł Brennan, cały czas rozglądając się ze słabo ukrywaną ciekawością dookoła. "Kompletnie nie nadaje się do żadnego flirtu" zdałam sobie ze smutkiem sprawę, gdy Nocna Łowczyni stanęła przed dużymi, drewnianymi drzwiami. Kiwnęła do nas głową i otworzyła je. Ze zdziwieniem zauważyłam, że otwierają się nietypowo -na zewnątrz. Przed nami ukazało się dość małe pomieszczenie, służące pewnie za rodzaj przedpokoju. Było praktycznie puste, nie licząc przestarzałego wieszaka na ubrania i lustra w złotej ramie. W połączeniu ze sterylnie białymi ścianami stanowiło to dość niecodzienny widok. Florence, widząc moje krytyczne spojrzenie, zaczęła pośpiesznie tłumaczyć:
- Przybudówka jest dopiero zagospodarowywana...
- Tak. Oczywiście. To lustro i prehistoryczny wieszak doprawdy idealnie się komponują. Ale jak dla mnie brakuje tutaj obrazu Salvadora Dali. Ewentualnie nadałby się Picasso- ironicznie dokończyłam myśl dziewczyny i ruszyłam przed siebie- którym korytarzem teraz?
Obróciłam głowę w kierunku idących za mną Brennana i Florence. "Nawet całkiem ciekawie razem wyglądają" uśmiechnęłam się sama do siebie widząc wampira zerkającego ukradkiem na dziewczynę. Ta, nie będąc tego świadoma, skinęła mi w odpowiedzi głową najkrótszy chyba korytarz. Ruszyłam śmiało jako pierwsza i po chwili znalazłam się w małym, ale jednak dość przytulnym pokoju, który sprawiał wrażenie dość normalnego w porównaniu z przedpokojem. Na sofie naprzeciwko wejścia siedziała trójka Nocnych Łowców. Skażonych. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to ich dość śmieszny wygląd- każdy miał w sobie jakiś detal z wampira. Na jednym brzegu siedział, naiwnie udając wyluzowanego około dwudziestoletni chłopak. Mimo wszystko wzrok zawiesiłam na tej blondynce, która zdawała się całkowicie nieobecna. Jak reszta tutaj zebranych miała nieskazitelną, bladą cerę i lekko zaostrzone kły. Miałam wrażenie, że gdzieś ją już widziałam... Obok niej siedziała kolejna dziewczyna, na której policzkach jednak gościły lekkie rumieńce. Nastolatka lekko się uśmiechnęła, widząc moje spojrzenie. Odpowiedziałam jej zimnym i sarkastycznym spojrzeniem, odwracając się do Florence:
-Dziękujemy. Czy coś jeszcze...- urwałam w połowie zdania, szukając właściwych słów- coś jeszcze masz nam przekazać?
- Nie, nie, Wszystko zależy od was- Łowczyni wskazała ręką na mnie i na Brennana, zajmującego się podziwianiem małej biblioteczki. Westchnęłam i przewróciłam oczami, kiwając głową do dziewczyny. Ta odwróciła się z niepewnym uśmiechem na twarzy, jakby nie wiedząc, czy może nas tutaj samemu zostawić. Jednak chyba zdecydowała się nie przeszkadzać i już po chwili usłyszałam trzask zamykanych drzwi wejściowych. Wampir odwrócił się od regału z książkami i również zmierzył wzrokiem Skażonych, którzy niepewnie siedzieli, nie wiedząc zbytnio co mają robić.
-A więc ja jestem Brennan Sempers. To jest Melanie Tatter- powiedział, wskazując dłonią na mnie, jakbym sama nie umiała się przedstawić. Zmierzyłam go z irytacją wzrokiem i przerwałam jego filozoficzny monolog:
Melanie Jubilee Tatter- z błahym uśmiechem zaakcentowałam drugie imię, którego używałam praktycznie na co dzień. Brennan spojrzał na mnie z nieukrywanym zdziwieniem i postanowił kontynuować wypowiedź dalej. Teatralnie opadłam na szary, wzorowany na wiktoriański, fotel i założyłam nogę na nogę. Ze sztucznym zainteresowaniem uniosłam głowę i słuchałam wampira mówiącego o relacjach międzyludzkich i tolerancji. "Z kim oni mnie tutaj wsadzili?!" Trójka siedząca na kanapie wydawała się mieć podobne podejście do wampira; wszyscy pogrążeni we własnych myślach.
- Brennan, może daj im się chociaż przedstawić?- rzuciłam lekceważącym tonem, przerywając mu. Wszystkie spojrzenia skierowały się nagle w moją stronę. Jedynie ta blondynka niewzruszenie wpatrywała się w ścianę. Wzruszyłam ramionami w odpowiedzi na pytający wzrok Brennana i spojrzałam wyczekująco na Skażonych.
- Kylie Herondale- ciszę beznamiętnie przerwała szatynka. Lekko, miałam nadzieję, że niezauważalnie, wzdrygnęłam się na dźwięk jej nazwiska. Herondale'owie. Dość trudna sprawa. Następnie melodyjnym głosem przedstawiła się prawie nieobecna Leanne, skubiąc brzeg niebieskiego rękawa koszuli. Jedyny chłopak okazał się być Seraphinem.
- A więc, tak prawdę mówiąc, pozwolę sobie zacząć od początku, pomijając starania naszego kolegi, Brennana. Nie mamy żadnego toku nauczania, konkretnych wymagań wobec was - zaczęłam jakoś temat, ignorując próbującego mnie powstrzymać wampira- bo Dziećmi Nocy i tak nie będziecie. Mimo wszystko, skażenie genów może wam parę rzeczy ułatwić...
- Tak, seksowne kły świetnie działają podczas całowania i pierwszy lepszy spotkany Pełnokrwisty rzuca się na nas, bynajmniej nie z namiętności i pożądania- w słowo wszedł mi Seraphin z krzywym wyrazem twarzy. Kylie lekko pokiwała głową z wahaniem.
- Aniołku, życie to trudna sprawa. Life is brutal i te sprawy- wzruszyłam przepraszająco ramionami, a tuż po mnie odezwał się wampir, z dziwną dla siebie powagą i dystansem:
- Nie macie ukończonego wyszkolenia Nocnego Łowcy, ani nie umiecie wykorzystywać swojej cząstki wampiryzmu. Na prawdę chcecie coś osiągnąć?
Westchnęłam ciężko i sięgnęłam do biblioteczki stojącej obok fotela, biorąc losową pozycję. Portret artysty z czasów młodości. Ujdzie.
- Nie przeszkadzaj sobie, Brennanie. Kontynuuj- wskazałam ręką na nastolatków siedzących na kanapie z wyrazem zmieszania i niepokoju na twarzy. Otworzyłam książkę i zaczęłam czytać, co jakiś czas uzupełniając wypowiedzi wampira.
Nagle zaskrzypiały drzwi do pokoju, znajdujące się praktycznie tuż za moimi plecami. Uchyliły się lekko, a w progu stanął nie kto inny, jak Bastian. W pokoju zapanowała przepełniona pytaniami cisza, a ja starałam się zachować najbardziej pokerową twarz, na jaką mnie było stać.
- Chciałbym tylko przekazać, że trener Skażonych chciałby porozmawiać z Melanie Jubilee Tatter. Prosi o przyjście teraz- chłopak wypowiedział te słowa bez jakiegokolwiek wyrazu, dając mi znak ręką, abym poszła za nim. Nie wiem, czy liczył, że reszta osób w pomieszczeniu to połknie gładko, ale mimo zdradzającego go nerwowego przygryzienia kciuka, po wypowiedzianej kwestii, Brennan i reszta osób przytaknęła głową. Podniosłam się z fotela i wyszłam na korytarz, przygładzając włosy.
- Następnym razem pamiętaj o ogarnięciu kciuków- odwróciłam się twarzą do Bastiana i lekko uśmiechnęłam się- przecież to było idiotyczne. Prędzej czy później ktoś zauważy, że wcale nie było żadnej rozmowy pomiędzy mną a tym trenerem, czy kim on tam jest.
- Dakota- Nocny Łowca oparł się o wolny kawałek ściany, pomiędzy nieszczęsnym lustrem, a wieszakiem.
- Co?
- Dakota. Trener Skażonych ma na imię Dakota. Pasowałoby to wiedzieć, skoro teoretycznie jesteś u niego na rozmowie.
- Tak. Tak....- zrobiłam dłuższą przerwę i westchnęłam- oczywiście.
Cisza stawała się niezręczna, nie wiedziałam co powiedzieć dalej. Byliśmy przyjaciółmi i tylko przyjaciółmi. Mogliśmy występować w kreskówkach, jako żywy przykład rzadkiej przyjaźni damsko- męskiej. Aż do zaszłego wieczoru spędzonego w Czarnej Wdowie, gdzie wszystko się spieprzyło. Nie wiedziałam, w jaki sposób tamtą sytuację interpretuje Bastian. Alkohol? Specyficzna przyjaźń? Pomyłka? Chęć zaimponowania tamtej Skażonej? Miłość była jedyną rzeczą, która absolutnie nie przyszła mi wtedy do głowy.
Chłopak, jakby poniekąd domyślając się moich myśli, pokonał w ułamku sekundy dzielącą nas odległość i objął ramionami. Głęboko wciągnęłam powietrze, wdychając słodki zapach czekolady i karmelu, którym przesiąknięty był sweter Bastiana, podobnie jak on sam. Dłonią lekko przejechałam po lekko pofalowanych, czekoladowych włosach.
- I co teraz? - zapytałam retorycznie, praktycznie nie spodziewając się odpowiedzi.
- Teraz kolej na cytat Szekspira i twojego kota-Nocny Łowca roześmiał się cicho- Podróże kończą się spotkaniem kochanków.
***
MILUŚ SKOŃCZYŁA ROZDZIAŁ SIALALALA.
Jest dobrze, mógł wyjść gorzej ;w; Melastian życiem i te sprawy, mam nadzieję że jest oki. Przepisywałam go całego 2 razy :') Dziękuję jeszcze Madee za pomoc ogarnięcia wszystkiego :")
- Co?
- Dakota. Trener Skażonych ma na imię Dakota. Pasowałoby to wiedzieć, skoro teoretycznie jesteś u niego na rozmowie.
- Tak. Tak....- zrobiłam dłuższą przerwę i westchnęłam- oczywiście.
Cisza stawała się niezręczna, nie wiedziałam co powiedzieć dalej. Byliśmy przyjaciółmi i tylko przyjaciółmi. Mogliśmy występować w kreskówkach, jako żywy przykład rzadkiej przyjaźni damsko- męskiej. Aż do zaszłego wieczoru spędzonego w Czarnej Wdowie, gdzie wszystko się spieprzyło. Nie wiedziałam, w jaki sposób tamtą sytuację interpretuje Bastian. Alkohol? Specyficzna przyjaźń? Pomyłka? Chęć zaimponowania tamtej Skażonej? Miłość była jedyną rzeczą, która absolutnie nie przyszła mi wtedy do głowy.
Chłopak, jakby poniekąd domyślając się moich myśli, pokonał w ułamku sekundy dzielącą nas odległość i objął ramionami. Głęboko wciągnęłam powietrze, wdychając słodki zapach czekolady i karmelu, którym przesiąknięty był sweter Bastiana, podobnie jak on sam. Dłonią lekko przejechałam po lekko pofalowanych, czekoladowych włosach.
- I co teraz? - zapytałam retorycznie, praktycznie nie spodziewając się odpowiedzi.
- Teraz kolej na cytat Szekspira i twojego kota-Nocny Łowca roześmiał się cicho- Podróże kończą się spotkaniem kochanków.
***
MILUŚ SKOŃCZYŁA ROZDZIAŁ SIALALALA.
Jest dobrze, mógł wyjść gorzej ;w; Melastian życiem i te sprawy, mam nadzieję że jest oki. Przepisywałam go całego 2 razy :') Dziękuję jeszcze Madee za pomoc ogarnięcia wszystkiego :")
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz